Otulając ciasno cienki kardigan drżącymi ramionami. Przede mną rozciągał się rozległy, ciemny ocean, a rytmiczny huk fal brzmiał jak powolne, szydercze oklaski.
3. Ruinous Party
Zegar w moim telefonie wskazywał północ. Bateria miała 18 procent.
Siedziałam na zimnym, wilgotnym piasku, drżąc z zimna, przeglądając listę tanich, niszowych moteli na obrzeżach Honolulu. Wszystko było albo zarezerwowane na stałe, albo astronomicznie drogie. Mój duch, który zamarzł w twardą bryłę buntowniczego gniewu, zaczął topnieć w żałosną, przerażającą rozpacz. Byłam sama, wyczerpana i na skraju utknięcia w martwym punkcie.
Właśnie gdy miałam się poddać i pogodzić z bezsenną, mroźną nocą na plaży, ekran mojego telefonu rozbłysnął.
To nie było ostrzeżenie o niskim poziomie baterii. To było połączenie przychodzące.
Imię na ekranie zmroziło mi krew w żyłach.
Połączenie przychodzące: Mama.
Wpatrywałam się w nie, czując narastające mdłości. Prawie odrzuciłam połączenie. Ale bezczelność, z jaką dzwoniła do mnie teraz, po tym, co zrobiła, była tak oszałamiająca, że mroczna, chorobliwa ciekawość zmusiła mnie do odpowiedzi.
Przesunęłam palcem po ekranie.
„Czego chcesz?” – zapytałam płaskim, martwym głosem.
„OLIVIO! O MÓJ BOŻE! MUSISZ TU NATYCHMIAST WRÓCIĆ!”
Głos mojej matki wybuchł z małego głośnika. Nie był to już ten sam zimny, manipulacyjny ton co wcześniej. To był wysoki, histeryczny wrzask, dźwięk czystej, nieskalanej paniki. W tle słyszałam chaotyczną kakofonię dźwięków – głośną, dudniącą muzykę elektroniczną, krzyki ludzi i wyraźny, nieomylny trzask tłuczonego szkła.
„Olivio, proszę! Okradli nas!” – zawołała mama, a jej głos łamał się z przerażenia. „Portfel Grega zniknął! Jego zegarek! Nowy iPhone Brianny zniknął! Zabrali wszystko!”
„O czym ty mówisz?” – zapytałam, a ogarnął mnie dziwny, surrealistyczny spokój. „Kto cię okradł?”
Leave a Comment