„Mówię zupełnie poważnie. Chce, żebym była puentą? Dobra. Będę puentą. Ale to ja opowiadam żart”.
Maya odezwała się, robiąc krok naprzód. „Jeśli to robisz, to robimy to z tobą. Przyłożę sobie marker do twarzy, narysuję uśmiech klauna. Zrobimy z tego oświadczenie”.
Poczułam przypływ głębokiej miłości do tych kobiet, ale pokręciłam głową. „Nie. Chcę, żebyście wszystkie miały na sobie te przepiękne granatowe sukienki. Wyglądajcie tak elegancko i pięknie, jak to możliwe. Muszę być jedyną klaunką. Kontrast będzie niezaprzeczalnie jasny”.
Odwróciłam się do mojej wizażystki, Chloe, która stała zamrożona w kącie, ściskając pędzel do konturowania jak broń.
„Chloe” – powiedziałam, wskazując na krzesło. „Zmiana planów. Potrzebuję, żebyś zrobiła mi najbardziej perfekcyjny, klasyczny i zapierający dech w piersiach makijaż ślubny, jaki kiedykolwiek zrobiłaś w swojej karierze. Chcę promiennej cery, idealnego smoky eye, eleganckiego uniesienia ze świeżymi białymi różami wplecionymi w spinki. Chcę wyglądać, jakbym miała na sobie suknię od projektanta za pięćdziesiąt tysięcy dolarów od szyi w górę. Dasz radę?”
Wzrok Chloe przesunął się z mojej twarzy na tęczową perukę na krześle. Na jej ustach pojawił się powolny, konspiracyjny uśmiech. „Kochanie, sprawię, że będziesz wyglądać jak królowa”.
Na kolejne dwie godziny apartament dla nowożeńców zamienił się w salę operacyjną. Nie było już paniki, tylko hiper-skupiona, bojowa energia. Chloe zdziałała cuda. Moje włosy były ułożone w bujne, romantyczne upięcie, ozdobione delikatnymi pączkami białych róż. Mój makijaż był świetlisty, podkreślał kości policzkowe i nadawał oczom eteryczny, ślubny blask.
Wtedy nadeszła chwila prawdy. Zdjęłam jedwabny szlafrok.
Wciągnęłam za duże, drapiące spodnie w groszki. Zapięłam koszulę w żółto-czerwone paski aż po obojczyk. Zapięłam neonowozielone szelki na ramiona. Ominęłam tęczową perukę i piankowy nos – nieskazitelne włosy i makijaż były niezbędne w psychologicznej wojnie, którą miałam stoczyć – ale wsunęłam stopy w gigantyczne, obwisłe plastikowe buty.
Stanęłam przed lustrem w całej okazałości. Obraz był brutalnie surrealistyczny. Od szyi w górę byłam panną młodą z okładki magazynu. Od szyi w dół byłam gotowa na cyrkowy namiot. To zestawienie było szokujące, zabawne i głęboko poruszające.
„O mój Boże” – wyszeptała Sarah, pstrykając zdjęcie telefonem. „To stanie się viralem. Internet się załamie”.
„Dobrze” – powiedziałam, zerkając po raz ostatni w swoje odbicie. „Niech wszyscy zobaczą, co wyprawia Patricia Montgomery”
es ludziom, których uważa za niegodnych”.
Mój telefon zawibrował na toaletce. To była moja mama.
„Kochanie, zaraz zaczniemy sadzać rodzinę. Jesteś gotowa?” jej ciepły głos zatrzeszczał w głośniku.
Wzięłam głęboki oddech. „Prawie. Mamo, muszę ci coś powiedzieć. Był problem z moją sukienką”.
„Jaki problem? Pęknięcie? Mamy zestaw do szycia…”
„Patricia go ukradła. Zastąpiła go kostiumem klauna”.
Leave a Comment