Odwróciłam się instynktownie, z wprawą przyklejając neutralną maskę do twarzy. „Już idę, kochanie! Właśnie kończę!”
Odwróciłam się z powrotem do ducha na moim trawniku. Drżącym palcem wskazałam na jego pierś. „To jeszcze nie koniec”.
Edwin skinął głową, wyciągając z kieszeni tani długopis. „Wiem. Będę czekał. Napisałem numer komórki na dole listu”.
Nie pożegnałam się. Nie skinęłam głową. Po prostu odwróciłam się na pięcie, weszłam z powrotem po schodach i weszłam z powrotem do środka, a ciężka koperta paliła mnie w dłoni niczym radioaktywny rdzeń.
Zamknęłam za sobą drzwi, opierając plecy o drewno. I po raz pierwszy od piętnastu niesamowicie długich lat nie miałam pojęcia, co mam teraz zrobić.
Rozdział 5: Rozbijanie ciszy
Stałam w kuchni całą minutę dłużej, niż było to absolutnie konieczne, po tym jak pomogłam Dorze sprawdzić temperaturę piekarnika. Słodki, kojący aromat ekstraktu waniliowego i rozpływającej się czekolady wypełnił pomieszczenie – jaskrawy, absurdalny kontrast z emocjonalnym granatem, który właśnie spoczywał w moich dłoniach.
Jenny opierała się o marmurową wyspę, leniwie przeglądając media społecznościowe na telefonie. Lyra siedziała na barowym stołku, popijając kubek ziołowej herbaty. Dora ostrożnie układała kleksy ciasta na blasze do pieczenia.
To była zupełnie normalna, piękna, domowa scena. A ja byłam prawie żeby to zniszczyć.
Podszedłem do jadalni
Odsunęłam stół i postawiłam kopertę z miękkim, autorytatywnym klepnięciem.
„Musimy porozmawiać” – powiedziałam.
Wszyscy troje natychmiast podnieśli wzrok. Nie używałam tego tonu często. To był głos, który rezerwowałam na nagłe wypadki medyczne i poważne przewinienia. Coś w ciężkim tonie moich słów musiało ich zaalarmować o powadze chwili, bo Jenny zablokowała ekran telefonu, Lyra odstawiła kubek i nikt nie zażartował, żeby mnie zbyć.
Jenny skrzyżowała ramiona na piersi w geście obronnym. „Co się dzieje, Sarah? Wyglądasz blado”.
Zerknęłam przelotnie w stronę korytarza, jakby drzwi były przezroczyste. „Właśnie tu był twój ojciec”.
Leave a Comment