To był lód.
„Przestanę” – powiedziałam.
Vanessa pochyliła się bliżej, jej oddech był miętowy i gniewny.
„Jeśli myślisz, że to się na mnie skończy, to się mylisz. Będziesz żałować…”
Głos Karen przeciął powietrze.
„Vanesso. Do mojego biura”.
Vanessa odwróciła się, stukając obcasem, i zniknęła w korytarzu.
Karen poszła za nią, a drzwi zamknęły się z mocnym, ostatecznym dźwiękiem.
W poczekalni rozległo się zbiorowe westchnienie.
Ktoś za ladą wyszeptał: „Czy dziewczynka jest cała?”.
Moja twarz jeszcze nie złagodniała.
„Będzie dobrze” – powiedziałem.
„Ale tylko jeśli dorośli będą zachowywać się jak dorośli”.
Zostawiłem Karen swój numer i wyszedłem na parking, gdzie zimowe powietrze uderzyło mnie niczym policzek.
Mój telefon natychmiast zaczął wibrować.
SMS od Vanessy: Myślisz, że wygrałaś? Mam też zrzuty ekranu.
Spojrzałem na nią, zatrzymując palec nad ekranem, gdy pojawiło się kolejne powiadomienie.
Vanessa usunęła post na Facebooku.
Ale usunięcie to nie przeprosiny.
Leave a Comment