Nie dlatego, że nie chciałam, ale dlatego, że coś innego we mnie się uruchamiało – zimna, zorganizowana, precyzyjna.
Zrobiłam zrzuty ekranu wszystkiego.
Wpisu.
Komentarzy.
Udostępnień.
Znaczników czasu.
Wiadomości, które zaczęły przychodzić na telefon Emmy niczym kamienie rzucane w okno.
Trzeciego dnia włożyłam czarny płaszcz, włożyłam wydrukowane zrzuty ekranu do teczki i pojechałam do gabinetu Vanessy – eleganckiego gabinetu dentystycznego z matowymi szklanymi drzwiami i poczekalnią pachnącą miętą i pieniędzmi.
Recepcjonistka podniosła wzrok.
„W czym mogę pomóc?”
„Tak” – odpowiedziałam i przeszłam obok niej, zanim zdążyła mnie zatrzymać.
„Szukam Vanessy”.
Vanessa wyszła z korytarza z gotowym już uśmiechem – dopóki nie zobaczyła mojej twarzy i teczki w mojej dłoni.
Jej koledzy zamilkli.
A ja szłam dalej.
Leave a Comment