Kiedy drzwi się zamknęły, Mina odetchnęła.
— Wszystko w porządku?
Znów spojrzałam na panoramę miasta.
— Dobrze.
Ale minutę później mój telefon zawibrował.
Mamo.
Odebrałam po trzecim dzwonku.
Głos Diane płonął gniewem.
— Co zrobiłaś swojemu bratu? Płakał! Mówi, że go upokorzyłaś!
— Nie upokorzyłam go — powiedziałam.
— Powiedziałam mu prawdę.
— Nie nadaje się na stanowisko, o które się ubiegał.
Diane prychnęła.
— Oczywiście, że tak mówisz. Zawsze byłaś zazdrosna.
O mało się nie roześmiałam — nie dlatego, że to było zabawne, ale dlatego, że było przewidywalne.
— Mamo, nie będę z tobą o tym rozmawiać.
— Teraz myślisz, że jesteś lepsza od nas — warknęła.
— Chyba mam już dość obrażania się na rodzinnych spotkaniach — odpowiedziałam.
— I mam dość podtrzymywania fantazji, że jestem nic niewarta.
Zapadła cisza — zaskoczenie Diane, jej ponowna ocena.
Potem spróbowała innego tonu, słodko-lepkiego.
„No cóż… jeśli prowadzisz firmę, może mogłabyś pomóc rodzinie. Ciężarówka twojego taty wymaga naprawy…”
„Nie” – powiedziałam po prostu.
Cisza.
Rozłączyłam się.
Tej nocy Brielle napisała:
Zaproponował mi pracę koordynatora ds. kadr. Przyjęłam. Nie mów mamie.
Leave a Comment