Nie usiadła od razu.
Zacisnęła mocniej torebkę.
„Czy to jakiś… żart?”
Mina uchyliła drzwi, zajrzała do środka, a potem cicho je zamknęła, widząc Brielle stojącą tam niczym manekin.
W końcu Brielle opadła na krzesło naprzeciwko mnie, z szeroko otwartymi i zastygłymi w bezruchu oczami – pierwsza prawdziwa niepewność, jaką kiedykolwiek u niej widziałam.
„Mama mówiła, że zajmujesz się doradztwem” – powiedział. „Coś… freelance. Drobne projekty”.
„Zajmuję się doradztwem” – odpowiedziałam.
„Dla firm, które przejmujemy. Dla kadry kierowniczej, którą przeszkalamy. I dla systemów, które odbudowujemy”.
Brielle z trudem przełknęła ślinę.
„Więc jesteś… prezesem”.
„Tak”.
Cisza się przedłużała.
Za moimi oknami
Miasto ruszyło dalej, jakby dramat rodziny Hartów nie miał znaczenia – a miał.
Świat nie kręcił się wokół opinii Diane.
Świat kręcił się wokół wyników.
Brielle wymusiła śmiech.
„Dobra. Wow. Gratulacje. Ale… dlaczego nigdy nam tego nie powiedziałaś?”
Stuknęłam długopisem w biurko.
Leave a Comment