„Masz rację” – powiedziała. „Nie masz”.
Szczerość stworzyła między nimi przestrzeń, w której fantazja mogła zatruć wszystko.
Podobnie jak rozczarowanie.
Pewnego wieczoru po pracy Reed ją odebrał, zatrzymał się przy magazynie przemysłowym i poszedł „coś załatwić”.
Camille, mimo zdrowego rozsądku, szła za nim wystarczająco długo, by zobaczyć, jak uderza mężczyznę z tą samą kontrolowaną przemocą, z jaką używał jej w supermarkecie.
Ten widok nią wstrząsnął. Odeszła od Travisa, bo nie mogła znieść przemocy w obecności córek.
Na czym właściwie polega różnica między oprawcą a mężczyzną, który po prostu lepiej się ubiera, gdy krzywdzi innych?
Wycofała się.
Reed nie szukał dla niej wymówek. Kiedy w końcu się z nim skonfrontowała, powiedział: „Travis zranił mnie, żeby mnie posiąść.
Ranię mężczyzn, którzy grożą mojemu klientowi. Nadal możesz to odrzucić. Ale nie będę kłamał, żeby łatwiej było kochać”.
Ta szczerość była zarówno problemem, jak i rozwiązaniem.
Tamson, szczera koleżanka Camille, ujęła to jeszcze prościej: „Pytanie nie brzmi, czy jest przemoc. Pytanie brzmi, komu ona służy”.
Camille nienawidziła tego, jak bardzo to miało znaczenie.
Leave a Comment