Saro – Nie zawracaj sobie głowy przychodzeniem jutro i błaganiem o zwolnienie miejsca. Zatrudniłam już nową recepcjonistkę. Jest absolwentką Yale, ma dwadzieścia cztery lata i rozumie wizerunek, jaki sobie kreuję. Jest o wiele bardziej „w moim guście”. Poproszę mojego prawnika, żeby wysłał ci kilka tysięcy dolarów w przyszłym miesiącu, żebyś mogła dostać lepsze mieszkanie. Ruszaj dalej.
Nie odpisałam. Usunęłam e-maila, wstałam i podeszłam do biurka. Wzięłam ciężki pęk mosiężnych kluczy. To nie były klucze do domu. To były główne klucze do całego pięciopiętrowego kompleksu medycznego.
Poranek Wielkiego Otwarcia był piękny i słoneczny – taki, który wydaje się błogosławieństwem. Przed budynkiem przy Medical Plaza 442 zebrał się tłum. Lokalne kamery telewizyjne ustawione były na statywach, rejestrując lśniące mosiężne litery, które tworzyły napis Harrison Medical Institute. Dostawcy cateringu przeciskali się przez tłum, niosąc tace z mimosami.
Przez przyciemnianą szybę mojego czarnego Maybacha, zaparkowanego po drugiej stronie ulicy, obserwowałem rozwój sytuacji. Mark stał przed szklanymi drzwiami, trzymając w dłoniach gigantyczne, nowatorskie nożyczki. Promieniował, chłonąc uwielbienie. Eleanor stała tuż obok niego, strojąc się przed kamerami w garniturze od Chanel i ożywiając rozmowę z ordynatorem chirurgii szpitala.
Właśnie gdy Mark uniósł nożyczki, przygotowując się do przecięcia grubej czerwonej wstęgi, na krawężnik podjechał czarny SUV, zatrzymując furgonetki telewizyjne. Wysiadło z niego trzech mężczyzn w ciemnych garniturach w towarzystwie umundurowanego zastępcy szeryfa. Przeszli prosto przez tłum, ich buty ciężko stąpały po chodniku.
Leave a Comment