Miała już dziewięć lat. Chodziła na terapię dwa razy w tygodniu. Koszmary były rzadsze. Drżenie ustało.
Miała na sobie gruby wełniany sweter. Żadnych siniaków. Żadnych plam.
Podszedłem i podałem jej kubek.
„Tęsknisz za tym wielkim domem?” zapytałem. To pytanie zadawałem czasami, żeby się upewnić.
Spojrzała na mnie. „W wielkim domu było zimno” powiedziała. „Nawet latem. W tym domu jest ciepło”.
Usiadła na dywanie. „Liam?”
„Tak?”
„Słyszałaś o ojcu?”
„Arthur” poprawiłem. „Ma na imię Arthur”.
„Arthur” powiedziała. „Słyszałaś?”
„Tak”.
Arthur Sterling został pobity na śmierć w więzieniu
Trzy dni temu. Najwyraźniej inni więźniowie nie patrzyli łaskawie na dzieciobójców. Moja matka odsiadywała trzy kolejne wyroki dożywocia.
„Nie jestem smutna” – powiedziała cicho Mia. „Czy to źle?”
„Nie” – powiedziałem, siadając obok niej. „To znaczy, że się goisz”.
„Nie zniknęliśmy” – powiedziała, patrząc na gwiazdę.
Leave a Comment