Moi rodzice krążyli w pobliżu, ich uśmiechy były tak napięte, że wyglądały na bolesne. Miles dowodził w pobliżu środka sali, a jego dłoń spoczywała władczo na szczupłej talii Genevieve. Miał minę człowieka, który wierzył, że w końcu oszukał i wszedł do arystokracji. Genevieve była niewątpliwie elegancka, emanowała naturalną gracją, pielęgnowaną przez pokolenia zamożnych ludzi.
Dokładnie w ułamku sekundy, gdy wzrok Milesa utkwił w moich oczach, krew odpłynęła mu z twarzy. Oderwał się od Genevieve i przechwycił mnie z szybkością graniczącą z truchtem, a jego twarz była maską panicznej wrogości, maskowaną lodowatym uśmiechem.
„Spóźniłaś się” – syknął pod nosem, chociaż byłam dziesięć minut przed czasem.
Jego przerażone spojrzenie powędrowało w stronę Miriam. Przez ułamek sekundy na jego twarzy pojawił się błysk autentycznego zmieszania. Nie rozpoznał jej od razu, wyrwanej z kontekstu, ale drapieżny, obojętny sposób, w jaki się zachowywała, wyraźnie świadczył o jej ważności.
Zanim zdążył zażądać wyjaśnień dotyczących mojej osoby towarzyszącej, podeszła Genevieve. Była uprzejma i serdeczna, o nienagannych manierach kobiety nauczonej życzliwości wobec sług.
Miles stanął między nami, serce waliło mu jak młotem w skrojonej kamizelce. Przedstawił mnie z socjopatycznym dystansem, który szczerze mnie zaimponował.
„Genevieve, kochanie” – powiedział, a jego głos ociekał nonszalancką lekceważeniem. „To Audra. Pomaga w pracach administracyjnych w sądzie”.
Prace administracyjne. Wpatrywałam się w brata. Mój puls był idealnie równy. Pozwoliłam, by cisza przeciągnęła się o sekundę za długo, obserwując, jak pot zaczyna mu szczypać na linii włosów. Ale go nie poprawiłam. Skinęłam uprzejmie Genevieve głową.
Leave a Comment