Najpierw na niego spojrzałam.
„Cześć.
Nie będę zamawiać.
Ale chciałabym zapłacić za męża i za siebie”.
Kendra zamrugała gwałtownie.
„Och… nie, możemy…”
„Nie” – powiedziałam cicho, wciąż na niego nie patrząc.
„To dla mnie ważne”.
Twarz Toma lekko się zarumieniła.
„Lindo…” – zaczął, a w jego głosie słychać było znajomy instynkt załagodzenia sytuacji.
Spojrzałam na niego krótko – delikatnie, ale stanowczo.
„Nie przyszłam się kłócić” – powiedziałam spokojnie.
„Przyszłam porozmawiać szczerze”.
Potem zwróciłam się do Matthew.
„Synu” – powiedziałam, nagle nabrzmiała słowami – „nie przyszłam dziś wieczorem po to, żeby twoja żona mnie „wykluczyła”.
Przyszłam, bo zadzwoniłeś”.
Matthew z trudem przełknął ślinę.
Jego oczy błyszczały – nie łzami, ale paniką.
„Nie chciałem dramatu” – powiedział szybko.
„Właśnie w tym problem” – odpowiedziałem.
„Tak bardzo boisz się dramatu, że będziesz akceptować okrucieństwo, dopóki będzie ono ciche”.
Kendra zaśmiała się pogardliwie, próbując odzyskać równowagę.
„Okrucieństwo?”
Li
Leave a Comment