„Ma majaczenie!” wrzasnęła Chloe, jej wzrok gorączkowo przeskakiwał między policjantami a lekarzem o kamiennej twarzy. „Leki wywołują u niej halucynacje! Nie wie, co mówi!”
Dowódca nie spojrzał na Lily. Spojrzał prosto na Chloe, a jego wyraz twarzy był nieodgadniony. „Proszę pani, czy podała pani córce jakieś leki dziś rano?”
Narcyzm Chloe, jej fundamentalne przekonanie, że jest mądrzejsza i bardziej czarująca niż ktokolwiek inny w pokoju, całkowicie zaślepiło ją na katastrofalne niebezpieczeństwo, w jakim się znalazła. Myślała, że nadal może manipulować, żeby się z tego wyplątać.
„I co z tego, że tak?!”. krzyknęła Chloe, podwajając kłamstwo i próbując zminimalizować swoją winę. „Jestem samotną matką! Ciężko pracuję! Zasługuję na życie! Zasługuję na to, żeby umawiać się na randki bez martwienia się o nianię! Lek nasenny bez recepty jest nieszkodliwy! Po prostu pomaga jej spokojnie odpoczywać, żebym ja wreszcie mogła mieć chwilę spokoju!”
Naprawdę wierzyła, że to ona jest ofiarą.
Zanim funkcjonariusze zdążyli przemówić, zanim ja zdążyłam krzyknąć, dr Evans wyszedł przez drzwi, z twarzą wyrzeźbioną jak z granitu. Trzymał w ręku gruby teczkę.
„To nie był »lekki środek nasenny«, proszę pani” – stwierdził dr Evans. Jego głos niósł w sobie zabójczy, profesjonalny autorytet, który natychmiast uciszył krzyk Chloe.
Otworzył raport toksykologiczny z laboratorium, unosząc go, aby funkcjonariusze mogli zobaczyć przerażające, niezaprzeczalne liczby.
„Nieoznakowana butelka, którą pani siostra znalazła w salonie, nie zawierała środka nasennego dostępnego bez recepty” – wyjaśnił lekarz głosem ostrym jak skalpel. „Zawierała silny środek uspokajający dla dorosłych na receptę. Barbiturany. A konkretnie fenobarbital”.
Chloe sapnęła, zakrywając usta dłonią.
Leave a Comment