„Nie, nie wiesz” – krzyknęła. „Nie wiesz, jak bardzo. Zniszczyłem ci życie”.
Zerknął na ciebie raz, krótkie, twarde spojrzenie, które sprawiło, że cofnęłaś się o krok, aż stanęłaś na korytarzu. Pielęgniarka delikatnie przymknęła drzwi, pozostawiając wąską szczelinę. Nie słyszałaś już wszystkich słów, tylko strzępy szlochu Isabelli. Bałam się. Powiedział mi. Pomyślałam. Nie miałam na myśli. Proszę.
Odpowiedzi Adriena były cichsze.
Po dwudziestu minutach wyszedł sam.
Wstałaś tak szybko, że twoje krzesło się przewróciło.
„No i?” Powiedziałaś.
Jego twarz znów stała się nieobecna, opanowana, wyrzeźbiona z czegoś twardszego niż ciało. „Opowiedziała mi tę samą historię”.
„A ta darowizna?” Słowa wyszły z jego ust, zanim zdążyłaś je uciszyć.
Patrzyła na ciebie przez dłuższą chwilę, niemal z litością.
„Naprawdę nadal to robisz” – powiedział.
„Robisz co?”
„Czyniąc ją centrum rany, którą pomogłaś stworzyć, i prosząc mnie, żebym znów krwawiła, żeby udowodnić, że jestem dobra”.
Twoje usta otworzyły się, zamknęły.
Leave a Comment