„Masz szczęście, że to słyszysz” – powiedziałam, opierając się o biurko i krzyżując ramiona. „Większość osób, które wchodzą tu bez umówienia, jest wyprowadzana przez uzbrojonych ochroniarzy”.
„Nie jesteśmy »większością ludzi«” – prychnął Kyle, rzucając się na jeden z białych, skórzanych foteli dla gości. Uniósł nogi na stolik kawowy, zostawiając smugę brudu na szkle. „Jesteśmy rodziną”.
Wpatrywałam się w jego buty na stole. „Zabierz nogi z moich mebli”.
Kyle zamarł, patrząc na mnie. Zobaczył coś w moich oczach, co sprawiło, że powoli opuścił nogi.
„Nie przyszliśmy tu, żeby się kłócić” – powiedziała Linda, robiąc krok naprzód. Próbowała się uśmiechnąć, ale wyglądało to raczej na grymas. „Przyszliśmy, bo tęsknimy za tobą, Allie. Starzejemy się. A
Matka chce zobaczyć córkę”.
„Przestań udawać” – powiedziałem chłodno. „Nie przyjechałeś tu na spotkanie. Nie wiedziałeś nawet, gdzie jestem, dopóki nie trafiłem na okładkę Forbesa w zeszłym miesiącu. Gdybyś mnie nie zauważył, zadzwoniłbyś w każdej chwili w ciągu ostatniej dekady. Jesteś tu, bo czegoś chcesz”.
Twarz Roberta pociemniała. Fonda żałosnego staruszka pękła, odsłaniając skrywanego pod spodem tyrana. „Myślisz, że jesteś taki mądry, prawda? Tylko dlatego, że masz teraz pieniądze. Myślisz, że jesteś lepszy od nas”.
Leave a Comment