absolutny, przerywany jedynie cichym, rytmicznym pomrukiem wciąż wydobywającym się z Leo.
Sterling opadł z powrotem na skórzany fotel, a walka całkowicie go opuściła. Opadła mu szczęka. Dłonie gwałtownie zadrżały na podłokietnikach. Spojrzał na moją wyblakłą kurtkę Barbour, moje zniszczone buty i w końcu na moje oczy. Rzeczywistość jego katastrofalnej pomyłki spadła na niego niczym fala przypływu.
Pozwoliłem ciszy się przeciągnąć, delektując się powolną, bolesną destrukcją jego ego.
„Alistair” – powiedziałem w końcu, cichym głosem, ale niosącym śmiertelny ciężar topora kata. „Mówiłeś, że byliśmy najlepszymi przyjaciółmi w Metropolitan Club. To dziwne, bo nienawidzę Metropolitan Club. Nigdy nie postawiłem tam stopy. A mówiłeś, że Założyciel nienawidzi przeciętności”.
Zrobiłem krok w stronę jego biurka, lekko pochylając się do przodu. „Masz rację. Tak. Dlatego cię zwalniam. Za napaść na dziecko, rażące zaniedbanie i fundamentalne naruszenie podstawowych wartości tej Akademii. Ze skutkiem natychmiastowym”.
„Elliot… Panie Thorne… proszę” – wyjąkał Sterling, a w jego oczach pojawiły się łzy, gdy całe życie statusu i przywilejów uleciało w jednej chwili. „Ja… ja nie wiedziałem. Nie wiedziałem, kim pan jest. Gdybym wiedział…”
„Właśnie w tym problem” – przerwałem mu, a mój głos stał się lodowaty. „Szanujesz ludzi tylko wtedy, gdy myślisz, że mają nad tobą władzę. Powinieneś był szanować dziecko po prostu dlatego, że było człowiekiem”.
Wyciągnąłem rękę i nacisnąłem przycisk, aby zakończyć rozmowę z Zarządem.
Odwróciłem się z powrotem do Leo. Jego nucenie ucichło. Wpatrywał się w potłuczone kawałki kryształu na dywanie, marszcząc brwi w skupieniu. Uklęknąłem, tak że byłem na wysokości jego oczu.
„Leo” – powiedziałem cicho. „Gotowa do wyjścia?”
Leave a Comment