Trzymałem rękę na ramieniu Leo, kciukiem zataczając powolnymi, rytmicznymi kółkami, żeby pomóc mu się uspokoić. Wyciągnąłem telefon z kieszeni i odblokowałem go.
„Jestem ciekaw, Alistair” – powiedziałem cicho, wpisując szybką sekwencję cyfr w bezpiecznej, zaszyfrowanej aplikacji. „Jak myślisz, co powiedziałby anonimowy założyciel, gdyby zobaczył, jak traktujesz w ten sposób stypendystę? Człowiek, który zbudował nowe skrzydło specjalnie dla dzieci neuroatypowych?”
Sterling prychnął, machając lekceważąco ręką. „Założyciel? Proszę. Nie próbuj używać jego nazwiska, żeby chronić swoją wadę genetyczną. Jedliśmy razem kolację w Metropolitan Club. Wielokrotnie. Ufa mojej wizji „Idealnego Studenta”. Rozumie konieczność selekcji słabych, aby zachować prestiż stada. Nienawidzi przeciętności tak samo jak ja. Prawdopodobnie sam zapłaciłby za twój bilet autobusowy poza stan.”
Zuchwałość tego kłamstwa była wręcz zapierająca dech w piersiach. Nie był zwykłym tyranem; był oszustem, otulającym się iluzją bliskości władzy.
Nacisnąłem pojedynczy, świecący na zielono przycisk na ekranie.
„Cieszę się, że powiedziałeś to oficjalnie, Alistair” – powiedziałem, wsuwając telefon z powrotem do kieszeni. „Bo Założyciel właśnie słucha”.
Sterling zmarszczył brwi, a jego arogancki uśmieszek zniknął na ułamek sekundy. „Co pan…”
Zanim zdążył dokończyć zdanie, ciężki, pozłacany telefon na jego biurku rozbrzmiał piskliwym, naglącym sygnałem.
Sterling wpatrywał się w niego. Cyfrowy identyfikator dzwoniącego na konsoli błysnął jasnymi, gniewnie czerwonymi literami: RADA DYREKTORÓW – ODWOŁANIE W TRYBIE NAGŁYM.
Leave a Comment