„Och, Leo!” – krzyknęła Sarah, przytulając go. „Wiedziałam! Dziadek wiedział! Wiedział, że jesteś wyjątkowy!”
„Zasłużył na to” – oznajmiła mama, ocierając świeżą łzę. „Stypendium za pełne zasługi w najlepszej szkole w kraju! Wiesz, jaka to rzadkość? On jest geniuszem. Przyszłość tej rodziny”.
„Czas najwyższy, żeby ktoś docenił mój intelekt” – powiedział Leo z uśmieszkiem. Nikomu nie podziękował. Po prostu odchylił się do tyłu, wyglądając jak król na tronie.
„I Elenie” – dodał prawnik, w końcu na mnie patrząc.
W pokoju zapadła cisza. Sarah przewróciła oczami. Moja mama westchnęła.
„Elenie” – przeczytał Henderson – „zostawiam ten antyczny zegar w korytarzu. Może będzie jej przypominał, że czas ucieka, żeby coś z siebie zrobić”.
Sara wybuchnęła śmiechem. To był okrutny, ostry dźwięk.
„Pasuje” – powiedziała Sarah, klepiąc Leo po ramieniu. „Bezużyteczny przedmiot dla bezużytecznej córki. Po prostu strata miejsca. Naprawdę, Eleno, może mogłabyś go sprzedać za czynsz”.
Zacisnęłam dłoń na dłoni Mii. „Dziękuję, panie Henderson”.
„Czekaj” – Henderson uniósł rękę. „Jest jeden warunek dotyczący spadku po Leo”.
Leo przestał żuć gumę. „Warunek?”
„Środki są przechowywane w funduszu powierniczym” – wyjaśnił Henderson. „Zostaną wypłacone dopiero po pomyślnym ukończeniu przez Leo Akademii św. Judy. Musi pozostać zapisany i mieć dobrą opinię do momentu otrzymania dyplomu. Jeśli zostanie wydalony lub zrezygnuje, majątek automatycznie trafi na konto fundacji charytatywnej”.
Leo roześmiał się, machając lekceważąco ręką. „Spokojnie. Ja prowadzę tę szkołę. Nauczyciele mnie kochają. Jestem nietykalny”.
Spojrzałem na kolana. Spojrzałem na chłopaka, który twierdził, że prowadzi szkołę.
Leave a Comment