Podszedłem bliżej.
„Ale ty nie potrzebujesz dyrektora, Leo. Potrzebujesz zderzenia z rzeczywistością. I dziś jest ten dzień, kiedy to dostaniesz”.
„Jesteś potworem!” krzyknął mój ojciec z końca sali. „Wypierasz się własnej krwi! Jesteś zimny! Jesteś bezduszny!”
„Wyparłeś się mnie w chwili, gdy wszedłem”, przypomniałem mu. „Nazwałeś mnie bezużyteczną. Śmiałeś się, kiedy moja córka została ranna. Po prostu nie zdawałeś sobie sprawy, że trzymam książeczkę czekową”.
Przepchnęłam się obok Sary. Szlochała zbyt głośno, żeby mnie powstrzymać.
Wyszłam z biblioteki, korytarzem mijając zabytkowy zegar, który rzekomo odziedziczyłam.
Wyszłam z domu.
Uderzyło mnie świeże powietrze. Pachniało deszczem i sosną.
Zapinając Mię w foteliku samochodowym, słyszałam, jak krzyczą na siebie w domu. Rozpoczęła się gra oskarżeń. Sarah krzyczała na Leo. Moja mama krzyczała na Sarę. „Złote Dziecko” stało się „Porażką”. „Geniusz” stał się kotwicą, która ciągnie ich w dół.
Usiadłam za kierownicą.
Leave a Comment