W jednej chwili patrzyłam na szyderczy uśmiech mojej matki. W następnej świat eksplodował białym światłem i agonią.
TRZASK.
Uderzenie było odrażające. Klucz francuski – jedno z ciężkich żelaznych narzędzi mojego ojca, które stało na kredensie do naprawy – trafił w lewą stronę mojej twarzy. Siła uderzenia przechyliła moje krzesło do tyłu. Upadłam na twarde drewno, a moja głowa uderzyła o podłogę z hukiem, który wibrował między zębami.
Przez mgłę unoszących się czarnych plamek spojrzałam w górę. Matka stała nade mną z kluczem francuskim w dłoni, a jej pierś unosiła się nie z żalu, lecz z czystej, nieskażonej wściekłości.
„Tak to się robi za pyskowanie!” syknęła, a jej twarz wykrzywiła się w maskę nienawiści. „Zawstydzać siostrę przed Travisem!”
Próbowałam przemówić, ale szczęka… szczęka odmówiła mi posłuszeństwa. Krew, gorąca i szybko, bulgotała mi na ustach.
Wtedy rozległ się dźwięk, który nawiedza mnie w koszmarach. Śmiech.
Leave a Comment