Ale Travis wciąż na mnie patrzył.
To nie było miłe spojrzenie. Było wyrachowane. Przez cały posiłek, gdy Madison monotonnie opowiadała o swojej firmie marketingowej i zbliżającej się podróży na Bali, wzrok Travisa powędrował w moją stronę. To było niepokojące.
„Więc, Emily” – powiedział nagle Travis, przerywając monolog Madison. „Czym się zajmujesz?”
Przy stole zapadła cisza. Ciśnienie powietrza spadło.
„Jestem pracownikiem socjalnym” – powiedziałam, a mój głos zabrzmiał cichutko w przepastnej jadalni. „Pracuję z młodzieżą z grup ryzyka w New Haven”.
„Och, to ciekawe” – odparł Travis, odchylając się do tyłu, z uśmieszkiem igrającym na ustach. „Dlaczego akurat ta dziedzina?”
Otworzyłam usta, a iskra namiętności zapłonęła w mojej piersi. „Cóż, to niesamowicie satysfakcjonujące. W zeszłym miesiącu pomogłam znaleźć szesnastolatkę, która…”
„Nie marnuj czasu Travisa swoimi nudnymi historiami, Emily”.
Głos mojej matki był jak trzask bicza. „On po prostu jest uprzejmy”.
Wstyd był mi znajomy, zimny płaszcz, który nosiłam codziennie. Ale tej nocy coś we mnie pękło. Może to był uśmieszek na twarzy Travisa, a może to, jak mój ojciec skinął głową na znak zgody.
„Właściwie” – powiedziałam drżącym, ale słyszalnym głosem. „To nie jest nudne. To ma znaczenie. W przeciwieństwie do planowania wakacji na Bali”.
Nie spodziewałam się tego.
Leave a Comment