Reszta kolacji przebiegała w zupełnie innym tonie.
Nikt już się z niego nie naśmiewał.
Brent próbował dwukrotnie przywrócić ton rozmowy – raz pytając, czy „odbył semestr w jakimś egzotycznym miejscu”, a raz próbując zażartować z ukrytych talentów w branży hotelarskiej.
Obie próby szybko ucichły. Szejk ignorował go z idealną precyzją człowieka, który spędził dekady doskonaląc efekt towarzyskiego luzowania.
Zamiast tego zadawał wyważone pytania między daniami. Początkowo niezbyt osobiste.
Pytania o tłumaczenie menu, o hotel, o Miami, o to, gdzie studiowałem.
Powiedziałem mu, że kończę studia z zarządzania hotelarstwem w Miami Dade College, uczęszczając na dwa kursy jednocześnie i pracując na nocną zmianę.
Opowiedziałem mu, że moja mama sprzątała biura w Coral Gables i nie przestawała pracować, nawet gdy rano artretyzm powodował, że sztywniały jej ręce.
Opowiedziałem mu, że mój dziadek zmarł pięć lat wcześniej i zostawił mi trzy rzeczy: drewniany różaniec, arabski słownik z połową tekstu zapisaną na marginesie oraz wiarę, że umiejętność mówienia w wielu światach jest jednym z kluczy do przetrwania.
jego.
Leave a Comment