Rozdział 2: Gniew Matriarchy
Linda – matka Marka, niekwestionowana matriarcha rodu Whitaker – wpadła do mojego sanktuarium, niosąc się z przerażającą pewnością siebie monarchini dokonującej inspekcji swoich podupadających ziem. Nie wyglądała na kobietę odwiedzającą szpital; ubrana w nieskazitelny kaszmirowy kardigan i ciężką złotą biżuterię, wyglądała na gotową na korporacyjną egzekucję.
„Nie mogłeś mi nawet dać wnuka!”
Słowa wyrwały się z jej gardła niczym dziki, dziki krzyk, który rozdarł ciszę pokoju i bez wątpienia poniósł się echem po całym korytarzu. Jej twarz była przerażającą maską arystokratycznej wściekłości, a oczy zwęziły się w ciemne, osądzające szparki.
Zanim mój wyczerpany mózg zdążył przetworzyć potrzebę obrony, zanim zdążyłem choćby spróbować unieść się na łokciach, Linda poruszyła się. Płynnym, wyćwiczonym ruchem zrzuciła z ramienia swoją ciężką, designerską torebkę – sztywną konstrukcję z grubej skóry i ciężkich mosiężnych okuć. Nie upuściła jej. Zrzuciła ją w dół, przenosząc jej ogromny ciężar prosto na mój świeżo zszyty brzuch.
Leave a Comment