„Uratowałaś dwa życia, Selmo, kiedy nikt inny nie chciał uratować nawet jednego. Uratowałaś mojego syna… i mnie też”.
Zamknęła oczy.
Słowa wbijały się w nią jak strzały.
Ale nie raniły.
Dotykały. Rozgrzewały. Rozpalały na nowo.
Tak.
To było to.
Dokładnie to, co jej serce zawsze wiedziało w milczeniu:
To, co zrobiła dla nich dwojga, wykraczało daleko poza troskę.
To był sposób na oddanie życiu tego, co życie kiedyś jej odebrało.
Potem Kaibu delikatnie ujął jej dłoń, jakby prosił o pozwolenie, by dotknąć jej duszy, zanim dotknie jej skóry.
Ujął ją mocno i powiedział:
„Nie chcę już odchodzić. Nie dlatego, że nas przygarnęłaś. Nie z wdzięczności. Ale dlatego, że to… to jedyne miejsce, w którym czuję się spełniona. Z tobą”.
Leave a Comment