Tego ranka stała w drzwiach w swoich nowiutkich trampkach, mocno zaciągając paski plecaka, niemal unosząc się w powietrzu z ekscytacji.
Przez trzy tygodnie bez przerwy gadała o pierwszej klasie.
O klasie.
O nauczycielce.
O tym, czy będzie siedzieć obok grzecznego dziecka.
„Jesteś gotowa, kochanie?” zapytałam.
„Och, tak, mamusiu!” zaświergotała.
A ja zaśmiałam się przez całą, prawdziwą sekundę.
Zawiozłam ją do szkoły, patrzyłam, jak znika za drzwiami, nie oglądając się za siebie, a potem wróciłam do domu i długo siedziałam w bezruchu.
Tego popołudnia, kiedy wróciłam, żeby ją odebrać, podeszła do nas kobieta w niebieskim kardiganie z ciepłym, kompetentnym uśmiechem kogoś, kto wita trzydziestkę rodziców.
„Halo, czy jesteś mamą Lily?” zapytała.
„Tak, jestem” odpowiedziałam.
Leave a Comment