Kobieta przełknęła ślinę.
—To obejrzyj nagranie i udowodnij mi, że zwariowałem.
Jorge jej nie zaprzeczył.
Dwie godziny później był w kuchni Raúla Herrery, swojego starego przyjaciela, emerytowanego detektywa z Policji Ministerialnej. Raúl należał do tych ludzi, którzy mało mówią, a dużo obserwują. Wysłuchał całej historii, nie przerywając. Potem wykonał dwa telefony.
Tego popołudnia mieli przed sobą nagranie z budynku.
Obraz był ziarnisty, czarno-biały, ledwo oświetlony żółtym światłem korytarza. O 1:47 nad ranem na schodach pojawiła się postać. Czapka z daszkiem. Ciemna kurtka. Maska na twarzy. Twarzy nie dało się wyraźnie rozróżnić.
Ale ciało owszem.
Lewa noga ledwo się powłóczyła.
Opadające ramię.
Minimalna przerwa co trzeci krok.
Jorge odstawił filiżankę kawy na stół, bo ręce mu się za bardzo trzęsły.
„To on” – powiedziała łamiącym się głosem. „To Mauricio”.
Raúl nie zaprzeczył.
Sprawdzali październik. Potem wrzesień. Potem sierpień.
Ten sam mężczyzna.
Zawsze w nocy lub wczesnym rankiem po miesięcznej racie.
Zawsze wchodzili z własnym kluczem.
„Jeśli Mauricio żyje” – powiedział Raúl – „to wszystko inne też może być kłamstwem”.
I tak było.
Zaczęli od banku.
Leave a Comment