To było największe wydarzenie towarzyskie sezonu.
Przeszliśmy po czerwonym dywanie. Reporterzy krzyczeli pytania.
„Pani Thorne! Pani Thorne! Czy to prawda, że kieruje pani nowym Centrum Urazowym w szpitalu?”
„Tak”, uśmiechnęłam się do kamery. „W przyszłym miesiącu rozpoczynamy budowę”.
Weszliśmy do sali balowej. Była pełna tych samych ludzi, którzy byli w kościele rok temu. Ale atmosfera była inna. Już nie patrzyli na mnie z góry. Patrzyli na mnie z szacunkiem – i być może sporą dawką strachu.
Podszedł kelner z tacą czerwonego wina. Wzdrygnęłam się, ledwie o ułamek cala.
Julian ścisnął moją dłoń. „To tylko wino, kochanie”, wyszeptał. „Spłucze się. A jeśli nie, kupimy nową sukienkę. Wykupimy cały sklep”.
Zaśmiałam się, biorąc kieliszek. „Za nowe początki?”
„Za przeznaczenie” – poprawił go, stukając szklanką o moją.
Rozejrzeliśmy się. Słyszałam szepty, ale teraz były inne.
„To ona prowadzi fundację”.
„Mówią, że ma na jej punkcie obsesję”.
Leave a Comment