„Chcę wygrać”.
Pociągnęłam go w dół. To nie był uprzejmy pocałunek. Pocałowałam go z całą frustracją, adrenaliną i nagłym, gwałtownym pożądaniem krążącym w moich żyłach.
W sali wybuchła euforia. Rozległy się westchnienia, szepty, a nawet kilka wiwatów zza pleców.
Julian zamarł na ułamek sekundy, zaskoczony, a potem rozpłynął się w powietrzu. Jego ramiona zacisnęły się wokół mnie, obejmując mnie, odwzajemniając pocałunek z namiętnością, która sprawiła, że ugięły się pode mną kolana. To było prawdziwe. Czułam się jak kotwica w burzy.
Oderwaliśmy się od siebie, bez tchu.
„Tak”, wyszeptałam w jego usta.
Julian uśmiechnął się, a jego uśmiech był szczery i triumfalny. Odwrócił się do księdza, który trząsł się z nerwów, ściskając Biblię.
„No i co, księże?” zapytał Julian. „Proszę kontynuować. Mamy napięty harmonogram”.
„Ale… licencja…” wyjąkał ksiądz.
„Załatwione”, powiedział Julian. „Moi prawnicy są bardzo skuteczni. Wystarczy powiedzieć”.
Julian lekko odwrócił głowę w stronę Ryana, który stał z otwartymi ustami, wyglądając jak ryba wyjęta z wody.
„A Ryan?” – dodał Julian nonszalancko. „Jesteś zwolniony. Ochrona cię wyprowadzi. Zagracasz mi scenę.”
Dwóch rosłych mężczyzn w ciemnych garniturach wyłoniło się z cienia i chwyciło Ryana za ramiona. Gdy go odciągali, krzycząc protestując, pani Vance osunęła się na stopnie ołtarza, szlochając w dłonie.
Nie patrzyłam na nich. Spojrzałam na Juliana. I kiedy obiecałam kochać, szanować i pielęgnować nieznajomego, który mnie uratował, zdałam sobie sprawę, że wcale nie był obcy. Był jedynym mężczyzną, który kiedykolwiek naprawdę mnie widział.
Część 5: Prawdziwy ratunek
Godzinę później chaos ucichł.
Byliśmy w apartamencie dla nowożeńców w kościele. Gości zaprowadzono do sali weselnej – przyjęcia, które Julian najwyraźniej ulepszył, łącznie z cateringiem, bez mojej wiedzy.
Leave a Comment