Dwóch funkcjonariuszy taktycznych podeszło, obezwładniło go i odciągnęło od biurka. Inny zespół przycisnął Dereka do ściany, zabrał paszporty, gotówkę i wszelkie złudzenia, jakie mu jeszcze zostały.
Moja matka wyciągnęła do mnie drżącą rękę.
„Allison”.
Jej głos załamał się tak idealnie, że słabsza wersja mnie mogłaby kiedyś do niej trafić.
„Och, dzięki Bogu”.
Nic nie powiedziałam.
Spróbowała ponownie.
„Nie wiedzieliśmy, co robi. Przyszliśmy, bo się baliśmy”.
Patrzyłem na nią przez dłuższą chwilę.
Potem spojrzałem na Brianę.
Potem na Dereka.
A potem z powrotem na moją matkę.
„Oszczędź to”.
Mój głos nie podniósł się.
Nie musiał.
Wszedłem głębiej do pokoju, pokonując połamane drewno, porozrzucane książki i rozsypane pieniądze.
„Słyszałem wczoraj wieczorem rozmowę w salonie. Słyszałem, jak pytałaś, czy Derek odziedziczy mój fundusz powierniczy. Słyszałem, jak Briana narzekała, że zasłużyłem na to, co mnie czeka, bo nie chciałem być współautorem kolejnej jej katastrofy”.
Briana wybuchnęła płaczem.
„Proszę…”
Kontynuowałem.
Leave a Comment