Jakby niosło wspomnienia.
Pchnął bramę. Zaskrzypiała głośno.
Podwórko było zarośnięte, trawa dzika i nietknięta.
Podszedł do drzwi.
Zamknięte.
Oczywiście.
Wpatrywał się w nie przez chwilę, a potem obszedł je z boku.
Było tam okno, przez które przemykał się jako chłopiec.
Wciąż tam było.
Wciąż otwarte.
Pchnął je i wszedł do środka.
W powietrzu unosił się kurz.
W domu pachniało czasem.
Starym.
Zapomnianym.
Ciszą.
Daniel stał na środku salonu, a jego klatka piersiowa ścisnęła się.
Wspomnienia napłynęły falą.
Śmiech.
Kłótnie.
Późne obiady.
Ciche noce.
Wszystko to nakładało się na ściany.
Ale coś jeszcze tu było.
Coś chłodniejszego.
Powoli poruszał się, pokój po pokoju.
Leave a Comment