Wygląda na strzeżone.
Prowadzi cię do gabinetu wypełnionego książkami tak starymi, że wydają się wręcz dekoracyjne. W kominku tli się dolny ogień. Nad nim wisi portret kobiety o ciemnych włosach i błyszczących oczach.
Ta sama kobieta, co w medalionie.
Kolana prawie się pod tobą uginają.
„To ona” – mówisz.
Sebastian podąża za twoim wzrokiem. „Miała na imię Elena”.
Stoisz jak sparaliżowany pośrodku pokoju. Obraz jest ogromny i bezlitośnie żywy. Elena Cross jest uchwycona w ciemnozielonej sukience, jedną ręką opierając się na delikatnym wypukłym brzuchu, a jej wyraz twarzy jest gdzieś pomiędzy czułością a nieustraszonością. Od razu wiesz, dlaczego całe miasto nigdy nie pozwoliło Sebastianowi ponownie się ożenić. Wygląda jak kobieta, wokół której ludzie budują mity, gdy tracą ją zbyt wcześnie.
A medalion na twojej szyi należał do niej.
Sebastian podchodzi do zamkniętej szafki i wyjmuje butelkę bourbona. Nalewa jedną szklankę, drugą zostawia pustą i opiera obie ręce o biurko, nie pijąc.
„Opowiedz mi wszystko, co wiesz o swojej matce”.
O mało się nie roześmiałaś, myśląc, jak mało to znaczy.
„Nazywała się Maria Bell. Wychowywała mnie samotnie w kawalerce nad pralnią, aż do śmierci zeszłej zimy. Przez lata pracowała na nocnych zmianach. Czasem w domu opieki, czasem jako prywatna…
Opiekunka, czasami sprząta biura”. Przełykasz ślinę. „Powiedziała mi, że mój ojciec zmarł, zanim się urodziłam”.
Twarz Sebastiana nie drgnie, ale coś w jego oczach twardnieje w skupieniu.
„Nigdy nie powiedziała jego imienia?”
„Nie”.
„Nigdy nie wspomniała o Silver Creek?”
„Tylko raz”. Próbujesz sobie dokładnie przypomnieć. „Powiedziała, że niektóre miasta są zbudowane jak ładne pudełka, a jeśli podniesie się wieko, to, co jest pod spodem, może ugryźć”.
Wypuszcza ponury, pozbawiony humoru oddech. „Brzmi to trafnie”.
Zdejmujesz medalion i delikatnie kładziesz go na biurku między wami. „Powiedziała, że jest mój. Powiedziała, że założyła mi go, kiedy byłam dzieckiem i powiedziała, żebym nigdy nikomu go nie oddała”.
„Czy powiedziała dlaczego?”
„Nie. Po prostu, że pewnego dnia ktoś potężny może go zobaczyć i skłamać”.
To przykuwa jego pełną uwagę.
„Jak skłamać?”
„Powiedziała, że jeśli tak się stanie, mam ich zmusić, żeby mi powiedzieli, co jest w środku”.
Oboje patrzycie na medalion.
Po raz pierwszy pokój sprawia wrażenie mniej rezydencji, a bardziej pułapki zastawionej dekady temu przez kobietę, która wiedziała, że nie przeżyje wystarczająco długo, by to wyjaśnić.
Sebastian przyciska dłoń do ust i myśli. Potem sięga po telefon na biurku.
„Do kogo dzwonisz?”
„Jedyny żyjący mężczyzna, który był tam tamtej nocy i może nadal powiedzieć mi prawdę”.
Leave a Comment