Na początku były drobne rozbieżności.
Kwoty, które się nie zgadzały.
Płatności bez odpowiedniej dokumentacji.
Ale im głębiej szukaliśmy, tym gorzej to wyglądało.
Defraudacja.
Sfałszowane podpisy.
Środki przekierowywane na konta, które nie miały nic wspólnego z firmą.
Siedziałam przy stole do późnej nocy, otoczona papierami, z zawrotami głowy.
„Jak on mógł to zrobić?” – zapytałam.
Carmen nie wyglądała na zaskoczoną.
„Robi to od lat”.
„Dlaczego go nie powstrzymałaś?”
Spojrzała mi w oczy.
„Potrzebowałam dowodu”.
„A teraz go masz”.
„Tak”.
—
Álvaro nie przyjął tego obojętnie.
Połączenia stały się nieustanne.
Potem wiadomości.
Potem groźby.
„Myślisz, że wygrałeś?” – warknął podczas jednej z rozmów. „To jeszcze nie koniec”.
Leave a Comment