Po raz pierwszy odkąd wysiadła z prywatnego odrzutowca, poczuła ciepło powrotu do domu. Jej brat Benjamin delikatnie ścisnął jej dłoń. „Jessico, rozgość się”.
Jestem w stanie. Mam pilne spotkanie z inwestorami. To nie potrwa długo. Wrócę na czas na spotkanie. Tylko odpocznij. Potrzebujesz tego.
” Jessica uśmiechnęła się blado. „Idź, Ben. Dam sobie radę.” Chwilę później samochód Benjamina odjechał, zostawiając Jessicę w cichej rezydencji. Usiadła na sofie w salonie, wzdychając i pozwalając, by jej zmęczone ciało zapadło się w poduszki. Po raz pierwszy od tygodni poczuła się bezpiecznie. Ale ten spokój nie trwał długo.
Odgłos pospiesznych kroków i ostrych głosów przeciął ciszę. Drzwi otworzyły się gwałtownie i do środka wpadła Amanda, otoczona dwiema druhnami i przyrodnim bratem Ryanem. Oczy Amandy płonęły furią, gdy wskazała na Jessicę. Więc to ona, ta bezwstydna kobieta ukrywająca się w domu Benjamina.
Jessica usiadła zszokowana, zdezorientowana. Słucham? Amanda podeszła bliżej, podnosząc głos. Jak śmiesz? Jak śmiesz siedzieć tu tak swobodnie w dniu moich zaręczyn, niosąc dziecko mojego narzeczonego i udając, że pasujesz do tej rezydencji. Ręce Jessiki powędrowały opiekuńczo do brzucha. Popełniłaś błąd. Ale Amanda jej przerwała. Jej słowa były ostre jak… Noże. Błąd.
Leave a Comment