Trzy lata? – wykrzyknęła mama, unosząc ręce. Trzy lata wahania między wynajmami, z dzieckiem w drodze? Alice, przemów mu do rozsądku!
Alice spojrzała na mnie, potem na mamę, niepewnie.
Margaretko, to gigantyczna suma pieniędzy. Nie możemy po prostu…
Możesz – przerwała mama. Rozmawialiśmy już z agentem nieruchomości, oglądanie domów umówione na sobotę.
Otworzyłem usta, ale ona kontynuowała.
Synu, twój ojciec nie młodnieje, ma chwiejne ciśnienie, a ja kończę sześćdziesiątkę w przyszłym roku. Po co nam teraz domek? Pomidory w ogrodzie? Mogę je kupić na targu. Niech nasze wnuki dorastają w porządnym mieszkaniu. Własnym, rozumiesz?
W pokoju zapadła gęsta cisza. Alice ścisnęła moją dłoń pod stołem. Pocierałem swój zwyczajny, pomarszczony nawyk, kiedy brakowało mi słów.
Mamo, spłać wszystko. Stopniowo. Co do grosza.
Och, nie przejmuj się, powiedział tata. Najważniejsze, żeby wnuki miały gdzie się podziać.
Leave a Comment