Wtedy odezwał się mój instynkt. Opuściłam drzwi do pasa, weszłam do środka i zaciągnęłam je, aż pod spodem pozostała tylko cienka smuga światła.
Czekałam. Trzasnęły drzwi. Potem kolejne. Kroki powoli przesunęły się po żwirze.
Wstrzymałam oddech, aż poczułam ból w piersi. Kroki zatrzymały się przy bloku nr 15, a potem poszły dalej.
Cień przemknął przez smugę światła pod moimi drzwiami i znieruchomiał. Ktokolwiek tam był, stał tam wystarczająco długo, żebym wiedziała, że to nie był przypadek.
Wtedy odezwał się męski głos, spokojny, niemal przyjazny. „Panna Carter? Chcemy tylko porozmawiać”.
Nie odpowiedziałam.
Odezwał się kolejny głos, tym razem ostrzejszy. „Twoja matka wplątała się w coś, w co nie powinna była się wplątać”.
Szafa na dokumenty znajdowała się o centymetry od moich butów. Przykucnąłem i drżącymi rękami otworzyłem kopertę. Był to krótki list.
Emily, jeśli ktoś mnie śledzi, nie ufaj policji, Richardowi Hale’owi ani nikomu z Lawson Financial. Weź czerwoną teczkę i wyjdź za płot. Przepraszam.
Richard Hale był szefem mojej matki. A właściwie jej byłym szefem. Pracował dla niej przez dziewiętnaście lat jako asystent wykonawczy w Lawson Financial Group w Columbus.
Był tego ranka na pogrzebie, ubrany w szary garnitur, obejmując mnie jak pogrążony w żałobie wujek.
Kroki znów się odezwały. Metaliczny dźwięk zgrzytnął w zamek.
Otworzyłem szafkę na dokumenty i znalazłem starannie opisane teczki, pendrive przyklejony taśmą pod pokrywą, kilka wyciągów bankowych i czerwoną teczkę.
Przez półprzezroczystą okładkę widziałem już kopie: dowody osobiste, przelewy i dokument podpisany przez Richarda Hale’a.
Tętno waliło mi w uszach.
Leave a Comment