Poczułam, jak puls znów przyspiesza, gdy uderzyła mnie pewna myśl. Co, jeśli Derek był bliżej, niż nam się wydawało? Co, jeśli już nas obserwował, czekając na odpowiedni moment, by zaatakować? Próbowałam wyrzucić tę myśl z głowy, ale uczepiła się mnie, gryząc w żołądku.
Odwróciłam się z powrotem do drzwi wejściowych i wyjrzałam na cichą ulicę, tę samą, która zawsze wydawała się bezpieczną przystanią, miejscem, gdzie nic niebezpiecznego nie mogło nas dosięgnąć. Teraz przypominała pułapkę. Czułam się, jakbyśmy czekały na coś. Czekały na jego ruch.
Nie byłam pewna, jak długo jeszcze uda nam się uciekać przed prawdą. Przed Derekiem.
Słońce zaczynało zachodzić nisko na niebie, rzucając długie, ostre cienie na okolicę. Powinien to być normalny wieczór, taki, w którym świat na zewnątrz wydawał się spokojny i znajomy. Ale wszystko się zmieniło. Zwykłe odgłosy dzieci bawiących się na zewnątrz, szczekające psy w oddali, szum klimatyzatorów – wszystko to teraz wydawało się pustym wspomnieniem życia, które prowadziłam.
Zagubiona reklama.
Sadie przytuliła się do mnie, jej drobne ciało drżało od wstrząsów wtórnych po strachu, którego doświadczyła. Czułam, jak ciężar jej strachu wnika w moje kości i pomimo wszelkich prób uspokojenia jej, moja własna panika zaczęła przeciekać przez szczeliny mojego opanowania.
Nie chciałam być słaba w jej obecności. Nie chciałam, żeby czuła, że się rozpadam. Ale coraz trudniej było mi udawać, że panuję nad tym.
Zawsze myślałam, że znam Dereka. Zawsze mu ufałam – pomimo kłótni, dystansu, narastających pęknięć w naszym małżeństwie. Wierzyłam w niego, bo tak robi żona. Ale teraz zdałam sobie sprawę, jak mało go tak naprawdę znałam. Jak wiele przede mną ukrywał, jak głęboko skrywał swoje sekrety.
Nie mogłam pozbyć się obrazu rozmowy telefonicznej. Tego, jak brzmiał jego głos – spokojny, zimny, obojętny. Dręczyło mnie to jak niepasujący element układanki, przypomnienie, że mężczyzna, którego poślubiłam, nie był już tym, za kogo go uważałam.
Tessa nalegała, żebyśmy wyszli z domu, ale nie mogłam. Jeszcze nie. Policja wciąż tam była, badała miejsce zdarzenia, robiła zdjęcia i próbowała poskładać w całość wszystko, co tylko mogła, o tym, co się stało. Byli pełni nadziei, ale wyczuwałam ich niepewność. Podążali za tropami, ale Derek zawsze był dobry w zacieraniu śladów. Nie byłam pewna, czy policja ma wystarczająco dużo, żeby go złapać, jeszcze nie.
W miarę upływu wieczoru policjanci zbierali kolejne zeznania, gromadzili dowody i starali się wszystko zrozumieć. Funkcjonariusz Reynolds trzymał się blisko, przekazując mi najnowsze informacje, kiedy tylko mógł, choć widziałam w jego oczach niepokój.
„Znajdziemy go, pani Mitchell” – zapewnił mnie ponownie, ale jego słowa brzmiały bardziej jak pocieszenie niż pewność.
Leave a Comment