tyle, żeby wziąć prywatną taksówkę albo zjeść lunch w tym tygodniu. Spojrzała na Babcię Lydię, która wciąż trzymała torbę owoców Drżącymi Rękami. Starsza kobieta była miła, delikatna i czyjaś babcia. Nie mogła jej tak po prostu zostawić samej na środku zatłoczonego targowiska. Nancy wyjęła pieniądze z portfela i zwróciła się do Babci Lydii z… ciepło
Uśmiechnij się, weź to, babciu, użyj tego, żeby wziąć taksówkę do domu. Oczy babci Lydii rozszerzyły się z troski. O mój Boże, nie, widzę, że niewiele masz, nie powinnaś wydawać na mnie pieniędzy. Nancy żartobliwie pokręciła głową, naprawdę w porządku. Pójdę na następny przystanek i złapię kolejny autobus. Pędzimy na rozmowę kwalifikacyjną, w przeciwnym razie osobiście bym cię odwiózł, ale nie martw się o mnie, jeśli teraz wyjdę, nie spóźnię się. Babcia Lydia uważnie przyjrzała się Nancy. Było coś w tej dziewczynie, jej bezinteresowność, jej ciepło. Babcia Lydia uśmiechnęła się do siebie.
Ona naprawdę różni się od większości ludzi, jesteś pewna, że się nie spóźnisz, czekając na kolejny autobus. Babcia Lydia zapytała ponownie. Zmartwienie malowało się na jej twarzy. Nancy uśmiechnęła się szeroko. Obiecuję babci. Poza tym, jeśli stanę się zbyt bogata i odniosę zbyt wielki sukces, mogę zapomnieć o zwykłych ludziach, więc spóźnienie się to nic złego. Babcia Lydia zaśmiała się z jej figlarnego usposobienia, ale potem spoważniała. Nancy, jesteś wyjątkową kobietą, mężczyzna byłby bardzo szczęśliwy, mając cię. Nancy zaśmiała się lekko. O nie, babciu. Nie mów mi, że próbujesz mnie wrobić
Leave a Comment