Zamknęłam oczy na ułamek sekundy, modląc się, żeby mnie nie zauważyli. Zapach stęchłego powietrza wypełnił moje nozdrza, a puls czułam w gardle. Każda cząstka mojego jestestwa krzyczała, żebym uciekała, walczyła, zrobiła cokolwiek, tylko nie czekała.
Ale stałam nieruchomo, tak nieruchomo, jak tylko mogłam.
Sekundy ciągnęły się w wieczność, gdy mężczyźni zbliżali się do mojej kryjówki. Szuranie ich butów po betonowej podłodze przyprawiało mnie o dreszcz. Słyszałam, jak szepczą do siebie, omawiając możliwość znalezienia mnie, i miałam wrażenie, że ściany się zaciskają.
Wtedy jeden z nich się zatrzymał.
„Czy to nie jest…?” Mężczyzna wyciągnął rękę i przesunął palcami po księgach rachunkowych ułożonych na stole. „Co to jest?”
Ścisnęło mnie w żołądku, gdy zobaczyłem, jak ręka mężczyzny zawisła nad oprawionymi w skórę książkami, które zostawił mój ojciec. Ale wtedy Marcus odezwał się ostro.
„Daj spokój. Nie mamy czasu, żeby przejrzeć wszystkie papiery w tym cholernym miejscu”. Jego głos stawał się coraz głośniejszy, coraz bardziej natarczywy. „Jest tutaj. Pewnie ukrywa się pod jedną z tych półek. Znajdziemy ją, znajdziemy dowód”.
Serce mi stanęło.
Zbliżali się. Zbyt blisko.
Szybko wsunąłem pendrive’a do kieszeni i wstałem, cicho przesuwając się w najdalszy kąt pokoju. Teraz było tylko jedno wyjście.
Usłyszałem ostry rozkaz Marcusa. „Sprawdź tamten róg. Przeniesiemy wszystko”.
Drzwi otworzyły się na tyle szeroko, że mężczyzna mógł wejść do środka i wiedziałem, że to moja chwila. Pobiegłem.
Rzuciłem się w stronę przeciwległej ściany, mięśnie nóg paliły mnie od sprintu. Mężczyźni wciąż byli skupieni na półkach, przeszukując je, nieświadomi mojego ruchu. Złapałem klamkę i pociągnąłem ją w dół tak szybko, jak potrafiłem, siłą zamykając ciężkie metalowe drzwi. Dźwięk był głośny, niósł się echem po korytarzu, ale było już za późno, żeby mnie złapali.
Świat na zewnątrz wydawał się inny. Zimne, przemysłowe powietrze magazynu uderzało mnie w twarz, gdy biegłem alejką za regałami, a serce waliło mi w piersi. Nie miałem planu, celu, tylko jeden cel: przetrwać.
Schowałem się za rzędem porzuconych skrzyń, z urywanymi oddechami. Pendrive ciążył mi w kieszeni i po raz pierwszy od niepamiętnych czasów poczułem odrobinę ulgi.
Udało mi się wydostać.
Ale nie miałem dużo czasu. Marcus będzie mnie ścigał i nie przestanie, dopóki nie dostanie tego, czego chce. A to oznaczało również uciszenie mnie.
Myśli pędziły mi jak szalone, gdy uświadomiłem sobie, że jedynym sposobem na wyjście z tego cało jest odwrócenie sytuacji. Musiałem iść z tym do władz. Chciałem, żeby poznały prawdę o tym, co stało się z moim ojcem, o prawdziwym spisku stojącym za moim wyrokiem.
Ale nie miałem pojęcia, komu mogę zaufać.
List mojego ojca ostrzegał mnie, żebym nikomu nie ufał, a już na pewno nie policji ani prawnikom. Ale w tym momencie nie miałem innego wyjścia. Musiała to być policja. Alternatywą było ciągłe ukrywanie się, a tego nie mogłem zrobić. Straciłem już wystarczająco dużo czasu.
Latarnie uliczne nade mną migotały, gdy szedłem w stronę najbliższego automatu telefonicznego. Miasto wydawało się puste i martwe o tej porze, ale dawało mi to potrzebną prywatność. Nikt mnie tu nie znajdzie – przynajmniej na razie.
Stanęłam przed budką telefoniczną, drżąc palcami, i wybrałam numer, który miałam na końcu języka od tygodni.
Dzwonek dzwonił przez coś, co wydawało się wiecznością. Poczułam ucisk w piersi. Wiedziałam, że mężczyzna po drugiej stronie linii to ktoś, komu mogę zaufać – był jednym z niewielu prawników, którzy nie skreślili mnie od razu jako winnej. Prywatny detektyw, stary przyjaciel mojego ojca. Od miesięcy śledził poczynania finansowe Marcusa i Evelyn.
W końcu coś się stało.
„Lara?”
Jego głos był szorstki, jakby dopiero się obudził.
Leave a Comment