Ciężkie buty. Nie jedna para.
Zgasiłam ekran laptopa i zamarłam.
Głosy odbijały się echem od betonowych ścian na zewnątrz, najpierw ciche, potem coraz głośniejsze. Metalowe, rolowane drzwi kilka jednostek dalej zatrzeszczały gwałtownie, a potem rozległ się trzask wyłamywanego zamka.
Puls walił mi w gardło.
Wtedy głos, który znałam aż za dobrze, przeciął korytarz niczym ostrze.
Marcus.
Najlepszy przyjaciel mojego ojca. Jego partner biznesowy. Osobisty prawnik Evelyn.
„Wiemy, że tędy szła” – powiedział płynnie Marcus. „Sprawdźcie każdy lokal w bloku 400. Wyłamcie zamki, jeśli będzie trzeba. Jeśli ją znajdziecie, nie pozwólcie jej wyjść z żadnymi dokumentami”.
Powoli wstałam z krzesła, a każdy mięsień w moim ciele zamienił się w lód.
Bo w tej chwili zrozumiałam, co jest gorsze niż odkrycie, że macocha zniszczyła mi życie.
Nie zrobiła tego sama.
Dźwięk głosu Marcusa odbił się echem w wąskim korytarzu niczym grzmot w cichej burzy. Zamarłam, a serce waliło mi jak młotem. Teraz musiałam się martwić nie tylko o Evelyn. Marcus, dawny wspólnik mojego ojca, był w to zamieszany od samego początku. Pomógł przygotować grunt pod mój upadek, a teraz, stojąc na korytarzu, szedł po mnie.
Nie panikowałam. Panika jest dla tych, którzy zostali złapani. Ja nie zostałam złapana. Jeszcze nie.
Odgłos ciężkich butów narastał w miarę zbliżania się do bloku 402. Mój umysł pędził, kalkulując sekundy, wybory, ścieżki. Drzwi wciąż były w połowie otwarte. Stanowiły wystarczająco dobrą barierę, ale nie na długo.
Wyciągnęłam z kieszeni pendrive’a. Klucz do wszystkiego. Dowód, który w końcu miał pokazać światu, co zrobili Evelyn i Marcus. Czułam, że jest niemożliwie ciężki w mojej dłoni, ale wiedziałam, że to moja broń.
Szybko się poruszyłam, plecami do ściany, wślizgując się bezszelestnie w najdalszy kąt bloku. Rozglądałam się po przestrzeni, szukając jakiegokolwiek wyjścia. Małe okno pod sufitem było za wysokie, za wąskie. Ale ściany były zastawione półkami, zawalonymi starymi pudłami i zapomnianymi przedmiotami. Rzuciłam się do tyłu, kucając i mając nadzieję, że nikt mnie nie zauważy.
Ciężkie kroki rozległy się tuż za moimi drzwiami.
Głos Marcusa, chłodny i pewny siebie, przeniknął przez stal. „Jest tutaj. Czuję to. Nie odeszła daleko”.
Wstrzymałam oddech, wiedząc, że prawdopodobnie przynieśli klucz, żeby wyważyć zamek. Ale to nie miało znaczenia. Nie byłam jeszcze gotowa, żeby mnie znaleźli.
Zamek zadrżał, gdy jeden z mężczyzn na zewnątrz mocno go przekręcił, a drzwi zaskrzypiały i otworzyły się. Dźwięk był ogłuszający w ciszy, a całe moje ciało napięło się w oczekiwaniu.
Drzwi otworzyły się szeroko.
Stałam nieruchomo, mocno ściskając pendrive.
W drzwiach pojawił się cień mężczyzny. Widziałam zarys jego ramion, sylwetkę obramowaną słabym światłem na korytarzu. Przyglądał się
Pokój, jego wzrok błądził po półkach i bałaganie, ale nigdy nie zatrzymał się na mnie.
„Myślisz, że ona tu jest?” zapytał jeden z mężczyzn. Jego głos był ciężki, pełen pogardy.
„Wiem, że jest” – odpowiedział Marcus. Jego ton był zimniejszy niż stalowe drzwi. „Sprawdź każdy kąt”.
Leave a Comment