Ale dla Grace to nie był duch.
To był on.
Migawka.
Siedem lat wcześniej.
Mały miejski klub. Głośna muzyka. Przyćmione światła.
Była y
Młoda, szczęśliwa, tańczyła sama, śmiejąc się w piersi. Stał przy barze w nieskazitelnym czarnym garniturze, obserwując ją intensywnie.
Rozmawiali, pili i tańczyli, aż muzyka ucichła.
W zaciszu hotelowego pokoju podarował jej naszyjnik.
„Ten naszyjnik jest dla najsilniejszej dziewczyny, jaką kiedykolwiek spotkałem” – wyszeptał.
Tej nocy oddała mu swoje ciało.
Następnego ranka zniknął.
Żadnych słów. Żadnego numeru. Żadnego imienia.
Tylko cisza – i naszyjnik.
Wrócić do teraźniejszości.
Grace wpatrywała się w niego teraz drżącym głosem.
„Nie pamiętasz, prawda?”
Mika zmarszczyła brwi.
„Przepraszam… czy my się już kiedyś spotkałyśmy?”
Grace gorzko się zaśmiała.
„Nie. Nie pamiętasz. Ale ja pamiętam wszystko. I teraz ty też będziesz pamiętać”.
Mika usiadła na małym drewnianym stołku w maleńkim pokoju. W powietrzu unosił się zapach ziół, dymu i choroby.
Hope nalała wody do kubka i postawiła go obok maty mamy.
„Mamo, pij. Znów się pocisz”.
Mika patrzyła w milczeniu, po czym zwróciła się do Grace.
„Skąd twoja córka wzięła ten naszyjnik?” zapytał cicho, ale stanowczo.
Grace uniosła wzrok, usta miała suche. Zawahała się, po czym powiedziała: „Znalazłam go na ziemi niedaleko targu”.
Leave a Comment