Jej podejrzenia zelżały.
„Czy to naprawdę dla mnie?”
Mika skinęła głową.
„Jeśli to przyjmiesz”.
„Tak”.
Spuściła wzrok, a potem znowu na niego spojrzała.
„Jeśli nie będziesz zła, zabiorę cię do mojej mamy. Ale bez kłamstw. Jeśli skłamiesz, nigdy więcej się do ciebie nie odezwę”.
Uśmiechnął się.
„Dobrze”.
Szli w milczeniu krętymi ścieżkami, aż dotarli do małej, zrujnowanej chaty na skraju wioski. Ściany były popękane, a dach połatany zardzewiałą blachą i starą tkaniną.
Nadzieja delikatnie zapukała.
„Mamo, ktoś przyszedł”.
Drewniane drzwi zaskrzypiały i otworzyły się.
Stała tam zmęczona kobieta, blada od gorączki, z przymkniętymi oczami – dopóki nie spotkały się z oczami Miki.
Zamarła.
Spojrzał na nią.
Coś przemknęło jej przez oczy.
Coś z innej epoki.
Kobieta w drzwiach milczała. Jej dłoń drżała na framudze. Jej oddech przyspieszył.
Gorączka czy strach?
Mika nie wiedziała.
Zrobił krok naprzód.
„Musisz być jej matką. Ja jestem Mika.”
Przerwała mu jednym słowem.
„Grace.”
Mrugnął.
„Słucham?”
„Mam na imię Grace” – powiedziała suchym, słabym głosem. „Nie tylko jej matka.”
Mika skinęła głową, uprzejmie, ale wciąż zastanawiając się, dlaczego patrzyła na niego, jakby zobaczyła ducha.
Leave a Comment