Macocha wrzuciła noworodka do rzeki, nie wiedząc, że jest córką bogini rzeki

Macocha wrzuciła noworodka do rzeki, nie wiedząc, że jest córką bogini rzeki

Czekaj, aż usłyszysz więcej. Rzucił się na Daniela, chwytając go za kołnierz. Walczyli jak dzikie zwierzęta. Latające pięści toczyły się po zakurzonej ziemi. Sąsiedzi zebrali się krzycząc, próbując ich rozdzielić, ale wściekłość Victora była nie do opanowania. Nigdy więcej nie wejdziesz do mojego domu. Victor powiedział: Trzymaj się z daleka ode mnie i mojej rodziny. Daniel wstał, otrzepując się z posiniaczonej, ale niezłomnej duszy. Drżącym palcem wskazał na Patricię, która stała w drzwiach, skrzyżowała ramiona i chytrze uśmiechnęła się za zimnymi oczami. Pewnego dnia. Victor.

Daniel syknął: Prawda uderzy cię mocniej, niż kiedykolwiek mogłyby moje pięści, a kiedy to nastąpi, nie będzie mnie tu, żeby cię z tym złapać. Daniel. Odwrócił się i odszedł, zostawiając Victora dyszącego ze złości, którego serce waliło jak bęben. Tej nocy powrócił cichy, niepokojący płacz dziecka. Patricia obudziła się spocona. Jej oczy błądziły po ciemnym pokoju. Potrząsnęła Victorem. Jej głos drżał. Słyszałeś? Victor odwrócił się do niej. Jego twarz była pusta. Nic nie słyszałem. Odpowiedział chłodno, odwracając się twarzą do ściany. Minęło 5 lat, a cień Amandy…

Strata wciąż unosiła się niczym niewidzialny duch w domu Victora. Kiedyś silny mężczyzna teraz nosił smutek w oczach, choć chował go pod warstwami ciężkiej pracy. Życie toczyło się dalej, ale coś w nim pozostało złamane, pęknięcie, którego czas nie mógł w pełni zagoić. Patricia z kolei stawała się niespokojna pomimo wszystkich wysiłków. Nie poczęła dziecka. Rok po roku mijał bez śladu dziecka. Każdego miesiąca miała nadzieję, że spotka ją tylko rozczarowanie. Jej serce stało się ciężkie od strachu, nie dlatego, że pragnęła być…

matką, ale dlatego, że bała się, że Victor pewnego wieczoru może poślubić inną kobietę. Patricia siedziała przy kominku, a łzy spływały jej po twarzy. Jej szloch odbijał się echem po małym domu, ciągnąc Victora. Z jego myśli podszedł z ponurą miną. Patricia, dlaczego płaczesz, zapytał delikatnie. Szybko otarła twarz, jakby zawstydzona, że ​​przyłapała ją na słabości. Victor: Boję się. Boję się, że mnie zostawisz, bo nie mogę dać ci dziecka. Co jeśli znajdziesz inną kobietę? Kogoś młodszego? Kogoś, kto może urodzić ci dzieci. Victor wziął ją za ręce.

W jego oczach jego twarz złagodniała. Nigdy cię nie zostawię, Patricio. Obiecał, że zostaniesz moją żoną. Dzieci albo nie. Będę przy tobie. Jego słowa zdawały się ją uspokajać na chwilę, ale w głębi duszy Patricia wiedziała, że ​​obietnice są jak liście. Mogą zostać porwane przez wiatr, gdy nadchodzą burze. Pewnego upalnego popołudnia słońce mocno świeciło na niebie, a wioska tętniła zwykłymi odgłosami życia. Dzieci się śmiały. Kobiety tłukły bataty, a ptaki śpiewały swoje niekończące się pieśni. Patricia, leżąc leniwie w cieniu, narzekała na

słabość. Victor: Jęknęła dramatycznie. Jestem za słaba, żeby dziś przynieść wodę. Proszę, pójdź za mną do rzeki. Victor nie sprzeciwił się, wziął swoją tykwę i rozpoczął długi spacer do rzeki. Jego kroki… Ścieżka chrzęściła na suchej ziemi, znajoma, ale dziś wydawała się inna. Powietrze było gęste od czegoś niewypowiedzianego, jakby same drzewa wstrzymywały oddech. Kiedy dotarł do brzegu rzeki, Victor pochylił się, by napełnić swoją tykwę. Chłodna woda odbijała jego zmęczoną twarz, ale gdy miał już wstać, usłyszał cichy

głos za sobą: proszę, czy możesz mi pomóc? Victor odwrócił się gwałtownie. Kilka stóp dalej stała mała dziewczynka, nie starsza niż pięć lat. Miała kręcone i dzikie włosy. Jej ubranie było podarte, a w dużych brązowych oczach krył się smutek, który ściskał mu serce. Kim ty jesteś? – zapytał Victor. Dziewczynka powoli stanęła, patrząc w dół. Jej małe palce nerwowo się splatały. Nie wiem, szepnęła.

Nie pamiętam swojego imienia, mojej Wioski ani moich rodziców. Jestem zagubiony. Serce Victora się ścisnęło. Jak tak małe dziecko mogło być samo na wolności? Rozejrzał się dookoła.

back to top