Macocha go wyrzuciła, a potem znalazł pieniądze. To, co zrobił, cię zszokuje.

Macocha go wyrzuciła, a potem znalazł pieniądze. To, co zrobił, cię zszokuje.

Myślał o wszystkich rzeczach, które mógłby kupić za tyle pieniędzy. Mógłby kupić, co tylko zechce i cieszyć się bogactwem, jak tylko zechce. Brzmiało to kusząco, ale mógł też robić coś innego. Jego ojciec, niegdyś miliarder, był teraz biedny i chory w domu. Potrzebował opieki medycznej, a te pieniądze w zupełności mu wystarczyły.

Zanim zdecydował, co zrobić z pieniędzmi, jego myśli powędrowały ku macosze. Pamiętał, jak źle go traktowała i jak wyrzuciła z domu jego ojca. Coś mrocznego zaiskrzyło w jego sercu. Teraz, mając tyle pieniędzy, mógł sprawić, że będzie cierpieć tak samo, jak ona cierpiała jego. Jego serce pragnęło zemsty.

Ale Obie był mądrzejszy. To, co zrobił z pieniędzmi, zszokowało wszystkich.

Obie był miłym i inteligentnym chłopcem, ale jego życie nie było szczęśliwe. Po śmierci ukochanej matki nie mógł już zaznać radości. Wkrótce potem jego bogaty ojciec, szanowany w wiosce mężczyzna, ożenił się ponownie. Ale nowa macocha Obiego bardzo różniła się od jego prawdziwej matki.

W chwili, gdy weszła do ich dużego domu, wszystko się zmieniło, szczególnie dla Obiego. Jego przyrodni brat i przyrodnia siostra spędzali dni na zabawie, śmiechu i cieszeniu się wszystkimi wspaniałościami, które dała mu ciężka praca ojca, podczas gdy życie Obiego stało się ciężarem niekończących się obowiązków. Wstawał pierwszy i kładł się spać ostatni. Jego ręce zawsze były zajęte. Zamiatał podłogi, aż lśniły, prał sterty ubrań, pracował w ogrodzie i nosił ciężkie rzeczy po domu. Ciągle pracował.

Pewnego ranka Obie z trudem wniósł do kuchni ciężkie wiadro wody. Jego macocha stała z rękami na biodrach.

„Spójrz na siebie, leniuchu. Skończyłeś już zmywać naczynia?” krzyknęła. „I nie zapomnij wypolerować butów ojca. Muszą lśnić jak poranne słońce”.

Obi skinął głową. „Tak, mamo. Już prawie skończyłem. Tylko naczynia, potem buty”.

„Prawie skończone to za mało” – warknęła. „Pospiesz się, leniuchu. Twoje rodzeństwo czeka na śniadanie”.

Później tego samego dnia Obie ze smutkiem obserwował swojego przyrodniego brata Jude’a i przyrodnią siostrę Amarę siedzących przy dużym stole w jadalni. Śmiali się, napełniając talerze pysznym jedzeniem i słodkimi mango.

„Spójrz na to pyszne jedzenie, Jude” – powiedziała Amara. „Mama robi najlepsze posiłki”.

Jude skinął głową z pełnymi ustami. „A te mango są takie słodkie”.

Obie, który właśnie skończył myć garnki i patelnie, stał przy drzwiach kuchni. Był głodny. Miał nadzieję na choć trochę jedzenia.

Macocha weszła i stanęła przed nim.

„Obie, dlaczego tam stoisz? Nie masz nic do roboty?”

Obi poczuł się smutny. „Ale mamo, czy mogę coś zjeść? Nie jadłam od rana”.

Zaśmiała się głośno. „Zjeść? Cały dzień byłeś leniwy. Nie ma jedzenia dla leniwych. Idź podlać ogród”.

back to top