„Proszę, otwórz!” wyszeptała rozpaczliwie.
Z całej siły otworzyła je.
W środku siedział półprzytomny mężczyzna. Krew spływała mu po czole. Jego drogi zegarek na rękę błyszczał w świetle zepsutego światła.
„Proszę pana, słyszy mnie pan?”
Jęknął cicho.
Tamara rozejrzała się dziko. „Pomocy! Niech mi ktoś pomoże!”
Kierowca trójkołowego roweru zwolnił w pobliżu i krzyknął: „Proszę pani, proszę go zostawić! Nie da się go uratować!”
„Proszę!” krzyknęła Tamara. „Zapłacę później. Tylko mi pani pomoże!”
Coś w jej głosie go poruszyło.
Wyskoczył i razem wyciągnęli mężczyznę z samochodu i położyli go na tylnym siedzeniu trójkołowego roweru.
„Który szpital?” zapytał kierowca.
„Najbliższy – jedź!”
Pędzili przez zalane ulice, a Tamara trzymała głowę nieznajomego na kolanach.
„Proszę, nie umieraj” – wyszeptała. „Proszę”.
W szpitalu pielęgniarki wpuściły go do środka.
„Czy jest pan jego krewnym?” – zapytała jedna z nich.
„Nie” – odparła Tamara bez tchu. „Znalazłam go na drodze. Proszę, uratujcie go”.
Powiedziano jej, żeby poczekała na zewnątrz.
Usiadła więc na korytarzu, przemoczona do szpiku kości, drżąc w mokrych ubraniach i modliła się.
Po kilku godzinach zasnęła na twardej plastikowej ławce.
Pielęgniarka delikatnie ją obudziła.
„Mężczyzna, którego pani przyprowadziła, nie śpi. Chce się z panią widzieć”.
Leave a Comment