Staruszek zrobił kolejny krok. „Jak on się nazywał?”
Po raz pierwszy tego wieczoru strach przeszył cię inaczej. Nie strach przed wyrzuceniem czy wyśmianiem. Głębszy. Strach, który pojawia się, gdy obcy zaczynają nadawać imiona zmarłym.
„Arturo Durán” – powiedziałaś.
Mężczyzna zbladł.
Regina ostro zmarszczyła brwi. „Octavio? Co to jest?”
Nie odpowiedział jej. Patrzył teraz tylko na ciebie, na twoją twarz, twoje dłonie, może na jakiś cień podobieństwa, który czas zachował pomimo brutalnej redakcji ubóstwa. „Arturo” – powtórzył niemal do siebie. Potem głośniej, z załamaniem w głosie: „Arturo był najwspanialszym pianistą, jakiego kiedykolwiek słyszałam”.
Po sali balowej rozległ się szmer.
Poczułaś, jak imię spada na salę niczym upuszczone ostrze. Niektórzy starsi goście zaczęli wyraźnie szukać w pamięci. Młodsi wyglądali na zdezorientowanych, a potem zaciekawionych, jakby wyczuwali skandal, nie wiedząc jeszcze, jaki on jest.
Wyraz twarzy Reginy stwardniał. „Słucham?”
Octavio odwrócił się.
Powoli spojrzał w jej stronę, a temperatura w pomieszczeniu uległa zmianie. Jakikolwiek autorytet Regina posiadała jako królowa tego wydarzenia, ten mężczyzna przewyższał go jakąś głębszą, starszą ekonomią. Jego głos, gdy znów się odezwał, stracił drżenie i nabrał zimnej precyzji.
„Zaprosiłaś mnie na ślub córki, Regina” – powiedział. „A potem naigrywałaś się z syna Arturo Durána przed dwustu osobami”.
Panna młoda spojrzała na niego, na matkę i z powrotem. „Mamo?”
Regina zacisnęła usta. „Nie mam pojęcia, co to za bzdura”.
Leave a Comment