Wprowadzają cię do sali konferencyjnej z jednym stołem i ekranem na ścianie.
W środku czeka mężczyzna w garniturze, młodszy, niż się spodziewasz, ze zmęczonymi oczami i teczką tak grubą, że mogłaby posłużyć za ogranicznik do drzwi.
Przedstawia się jako agent Price, a sposób, w jaki wymawia swój tytuł, sprawia, że brzmi on jak stały.
„Marco Rodríguez” – mówi, siadając. „Miałeś kontakt z cennym agentem”.
Wzdrygasz się na samo słowo „agent”.
Bo ona nie istnieje, nie dla ciebie, nie po ośmiu miesiącach cichych poranków i zimnych koców. Zerkasz na Clarę, a jej twarz pozostaje spokojna, ale dłonie mocno zaciśnięte na kolanach, z bladymi kostkami palców.
Agent Price stuka w teczkę.
„Clara Hayes to pseudonim” – mówi bez ogródek.
Czujesz ucisk w żołądku, jakby ciało zrozumiało, zanim mózg zdąży nadążyć.
Naciska pilota i ekran się rozświetla.
Pojawia się zdjęcie: kobieta, którą znasz, ale inna.
Gładkie włosy, idealny makijaż, w czarnej sukience i z wyrazem twarzy niczym broń.
Leave a Comment