„Nie” – mówisz. „Tak właśnie pamiętam”.
To sprawia, że coś migocze na jej twarzy. Nie łzy. Laura prawie nigdy nie płacze przed zakończeniem pracy. Ale coś bliskiego.
„Wiesz, że to nie zamienia się w bajkę, bo mówisz miłe rzeczy na ganku” – mówi.
„Wiem”.
„Możesz tam wrócić i stać się nie do zniesienia”.
„Wiem”.
„Możesz odkryć, że ludzie, którym najbardziej ufałeś, przez lata karmili twoich wrogów”.
Myślisz o Celeste. Tomásie. Sojuszach w zarządach. Mowach żałobnych wygłaszanych nad pustym grobem.
„Wiem”.
Laura kiwa głową. „Dobrze. Przynajmniej nie jesteś głupi”.
Prawie się pochylasz.
Prawie.
Ratuje was oboje, cofając się.
„Idź” – mówi.
Więc tak.
Jazda do miasta przypomina powrót do języka, którym kiedyś mówiłeś płynnie, a teraz mu nie ufasz. Autostrady się poszerzają. Billboardy lśnią coraz bardziej. Stacje benzynowe przestają sprzedawać paszę, a zaczynają importowane napoje energetyczne i podrabiany luksus. Kiedy w zasięgu wzroku pojawia się panorama, cała stal, ambicja i lustrzane powierzchnie udające, że nic ludzkiego się pod nimi nie poci, czujesz, jak twoje dawne życie zbliża się do ciebie niczym front atmosferyczny.
Elena spotyka cię w podziemnym parkingu pod jednym z twoich mniejszych biurowców.
Leave a Comment