Nie sprzeciwiał się.
Sala wojenna mojego ojca
Posiadłość mojego ojca w Westchester niewiele się zmieniła od mojego dzieciństwa. Te same żelazne bramy. Te same zadbane żywopłoty przycięte z wojskową precyzją. Ten sam bambusowy gaj wzdłuż wschodniej granicy posiadłości – ulubione miejsce spacerów mojej matki.
Nie byłem tam od dwóch dekad.
Powrót był jak wejście w wersję samego siebie, którą pogrzebałem.
Vincenzo Romano siedział za masywnym orzechowym biurkiem, z założonymi rękami i nieodgadnioną twarzą. Wiek posiwiał mu włosy, ale go nie przytępił. Wręcz przeciwnie, czuł się teraz bystrzejszy. Skupiony. Jak ostrze ostrzone do ostatniego ciosu.
„Wyszłaś za mąż za kogoś gorszego” – powiedział bez wstępu.
„Nie rób tego” – ostrzegłam.
Przyglądał mi się przez dłuższą chwilę. Potem skinął głową.
„Dobrze. Porozmawiajmy o rodzinie Hayesów”.
Za nim opadł ekran. Julian Croft – strateg finansowy mojego ojca, absolwent Oxfordu i przerażająco uprzejmy – pojawił się na wideorozmowie.
„Pani Romano” – przywitał się Julian. „Przygotowałem wstępną wycenę Hayes Construction”.
Leave a Comment