„Chyba pójdę spać” – mówisz.
Alejandro wpatruje się w twoją twarz sekundę za długo. Potem znów się uśmiecha. „Grzeczna dziewczynka”.
To zdanie niemal wywołuje u ciebie odruch wymiotny.
Masz dwadzieścia trzy lata, nie dziesięć, a mimo to przez ostatnie miesiące zwracał się do ciebie tak, jakby żal sprawił, że zmiękłaś w głowie. Przynosi ci posiłki bez pytania. Zatrzymuje twoje klucze. Odbiera telefon, zanim zdążysz. Mówi rzeczy w stylu: „Nie czujesz się na siłach, żeby zająć się papierkową robotą”, „Ja zajmę się prawnikiem” i „Zaufaj mi, siostrzyczko, wiem, co jest najlepsze”. Każdy czyn, sam w sobie, mógłby nosić maskę troski. Razem tworzą klatkę.
Wnosisz kubek na górę.
Korytarz skrzypi pod twoimi stopami. Deszcz cicho uderza o wysokie okna na końcu korytarza, gdzie stare witraże rzucają na podłogę zniekształcone kolory, nawet w nocy, gdy błyskawice przelatują daleko nad wzgórzami. W twojej sypialni wciąż unosi się delikatny zapach lawendowych saszetek twojej matki, choć zapach ten osłabł od jej śmierci, strzępiąc się na brzegach niczym wszelkie zabezpieczenia w tym domu.
Wchodząc do środka, zamykasz drzwi, ale ich nie blokujesz.
Alejandro nienawidzi zamkniętych drzwi.
Przekonałaś się o tym boleśnie dwa tygodnie po pogrzebie, kiedy obudził cię o świcie, bladą z powodu tłumionej furii, i zapytał, dlaczego po tym wszystkim zamknęłaś własnego brata. Powiedział to cicho. Na tyle cicho, że strach musiał za niego krzyczeć.
Więc teraz zostawiasz zamek nietknięty.
Ostrożnie przechadzasz się po pokoju, a w uszach słychać pulsowanie. Najpierw do umywalki, gdzie powoli przechylasz herbatę do popękanej, niebieskiej, porcelanowej miseczki, tak aby odgłos płynu został stłumiony przez złożony ręcznik na dnie. Potem do łóżka, gdzie gnieciesz pościel i stawiasz pusty kubek na stoliku nocnym. Potem gasisz jedną lampę, a drugą zostawiasz przygaszoną, dokładnie tak, jak zwykle, gdy ogarnia cię narkotyczna ociężałość.
Kładziesz się w ubraniu pod kocem.
I czekasz.
Na początku czekanie wydaje się teatralne, niemal absurdalne. Twoje ciało oczekuje znajomego uczucia tonięcia, gęstej aksamitnej mgły, która zazwyczaj pojawia się piętnaście minut po herbacie i zamienia świat w smołę. Ale dziś wieczorem twój umysł pozostaje bystry. Każdy przedmiot w pokoju wydaje się naznaczony znaczeniem. Szafa w kącie. Wąskie biurko pod oknem. Portret twojej matki nad małą półką na książki, namalowany, gdy miała trzydzieści lat i wciąż wyglądał, jakby nadzieja jeszcze nie zaczęła jej kosztować krwi.
Myślisz o wszystkich porankach, kiedy budziłeś się z brakującymi elementami.
Niewyjaśniony ból w nadgarstkach, jakby były za mocno ściśnięte. Błoto na kapciach, których nie pamiętałeś, kiedy nosiłeś na zewnątrz. Ten moment, kiedy znalazłaś smugę ciemnego kurzu przy rąbku koszuli nocnej i Alejandro powiedział ci, że znowu pewnie lunatykujesz. Znowu, choć nigdy w życiu nie lunatykowałaś. Ten moment, kiedy zawsze wiedział dokładnie, jak bardzo jesteś zmęczona, zanim cokolwiek powiedziałaś.
Stary zegar na korytarzu zaczyna wybijać dziewiątą.
Leave a Comment