Odsuwa się gwałtownie, jakby twoja dobroć była pułapką.
„Nie”, mówi. „Nie ukrywaj swojej winy”.
Słowa uderzają mocniej niż jakikolwiek cios.
Zamierasz, kurtka niezgrabnie wisi między wami jak odrzucony dar pojednania.
Opuszczasz ją powoli, z szacunkiem.
„Dobrze” – mówisz. „Bez kurtki”.
Zerkałaś na psa. „Czy on jest twój?”
Głaszcze go delikatnie po głowie raz.
„Tylko on wrócił” – mówi.
To zdanie coś w tobie rozdziera.
Patrzysz na jej chude nadgarstki, na błoto na dłoniach, na sposób, w jaki się trzyma, jakby próbowała zajmować mniej miejsca na świecie.
I zdajesz sobie sprawę, że to nie tylko ubóstwo.
To kara.
Pytasz ponownie, ciszej: „Co się stało?”
Leave a Comment